Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Lingwista - imigrant

hichal23

Pierwsze wydanie „Schwedenkräuter” Zbigniewa Kruszyńskiego miało miejsce w roku 1995. Jednak mimo upływu tylu lat treść powieści pozostała aktualna. Historia opowiedziana przez bezimiennego imigranta mogłaby się wydarzyć również dzisiaj.

 schwedenkrauterbig532938

„Nazywam się... I tak nie wymówicie. Zjadłem zresztą swój paszport” to początek „Schwedenkräuter”. Już w tym miejscu odnieść to można do uchodźców niszczących swoje dokumenty tożsamości, kiedy dopływają do włoskich lub greckich wysp. Pozbawiony danych personalnych Bohater-Narrator Kruszyńskiego musi zmierzyć się z aparatem cywilizowanego europejskiego państwa — Szwecji.

Po przejściu przez wszystkie procedury Narrator może zacząć pracować. Jako że jest wykształconym lingwistą, podejmuje pracę w tym kierunku, choć oczywiście nie są to prestiżowe miejsca. Z jego doświadczeniem i wykształceniem mógłby pracować w bardziej elitarnych placówkach. Z pracą lingwisty wiąże się polski epizod w życiu Bohatera. Na krótko zostaje nauczycielem akademickim w Polsce. Jednak działania systemu komunistycznego zmuszają go do opuszczenia Polski i powrotu do Szwecji.

Po tym zajściu Narrator opisuje nam powolne oswajanie się imigrantów z europejską codziennością oraz próby radzenia sobie w życiu. Przybysze spoza Europy nie mają aż tak wygórowanych oczekiwań ekonomicznych - i w ogóle życiowych - jak tubylcy, dlatego swoje usługi mogą wykonywać taniej. I tak na przykład, gdy działają jako taksówkarze, ich auta są ciągle pełne klientów, natomiast Szwedzi tracą zyski. Podobnie jest ze sklepami; placówki imigrantów są tańsze i pewnie dłużej czynne. To powoduje, że dzielnice z tymi sklepami tętnią życiem długo w noc. Te działania sprawiają,  że lokalni przedsiębiorcy odpowiadają agresją. Niszczą im samochody i wybijają szyby w sklepach.

Bohater-Narrator cierpi też na samotność. Opisuje swoje kolejne partnerki, które go zostawiły. Mieszka sam, a jego najbliższą znajomą osobą wydaje się sąsiadka z naprzeciwka, którą podgląda lornetką przez okno.

Aktualny temat plus fantastyczny język, jakim posługuje się Zbigniew Kruszyński, sprawiają, że „Schwedenkräuter” czyta się znakomicie. Poetycka brawura językowa, humor i ironia to coś, co na pewno wyróżnia tę książkę spośród innych. Naprawdę warto po nią sięgnąć.

Schwedenkräuter”, Zbigniew Kruszyński, W.A.B., Warszawa, 2015, 191 str.

MH

 

© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci