Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Lubiewo w Zurychu

hichal23

Najnowsza książka Michała Witkowskiego była jedną z najbardziej wyczekiwanych powieści na polskim rynku; zdecydowanie bardziej niż dzienniki Szczepana Twardocha czy Jacka Dehnela. Trzeba tutaj zaznaczyć, że to zainteresowanie budziła otoczka powstawania książki, a nie sama jej treść.

fynfundcfancys

W czasie, kiedy Kaja Malanowska lamentowała na swoje zarobki - a za nią poszli inni - Witkowski ogłosił, że za podpisanie umowy na nową książkę z Wydawnictwem Znak dostał pół miliona złotych zaliczki. Co w głowach nie mieściło się nie tylko biedującym pisarzom, ale również tym z piedestału. Potem książka już tuż tuż miała się ukazać, a tu Michaśka wyskoczył na pokaz mody z symbolami nazistowskimi i Znak premierę książki wstrzymał. Autor "Margot" dolewał oliwy do ognia i gdzie się dało opowiadał jaką to dobrą, śmieszną książkę napisał. Napięcie rosło. Czytelnicy z wyczekiwaniem przebierali palcami w oczekiwaniu na przewracanie stron "Fynf Und Cfancyć". I w końcu jest.

Pierwsze zdanie i zdziwienie, bo to jakieś znajome brzmienie. No przecież, to jeden z rozdziałów "Lubiewa". Dianka wchodzi na scenę. I już wiemy, że "Fynf Und Cfancyś" to nic innego jak nowy tekst na bazie głośnej powieść autora "Fototapety". Tym razem nie znajdujemy się w Polsce. Autor postanowił swoich bohaterów uczynić bardziej światowymi. Wiedeń, Monachium, Zurych. Taka jest marszruta Dianki i tytułowego Fynfa.

Ci dwaj bohaterowie - czy jak woli narrator: bohaterki - oprowadzają nas i pokazują nam cały gejowsko-lujowski światek. Dianka i Fynf spotykają się w Wiedniu, jakoś ich losy zostają splątane. Ale z każdym kolejnym nowym miastem widzimy jak odmiennie im się wiedzie. Tytułowy cwaniaczek-polaczek jest coraz piękniejszy i bogatszy, a Dianka, cóż, nie ma tyle szczęścia co Polak.

Witkowski podobnie jak we wcześniejszych powieściach pokazuje, że w świecie jego bohaterów najważniejszy jest teatr. Przebieranki, makijaże, sztuczne rzęsy, wypychanie rozporka skarpetami, udawanie "chłopca" albo bohatera z angielskiej powieści. Podryw to prawdziwy spektakl z dobrze przygotowanymi kilkoma scenariuszami - używanymi w zależności od okazji.

Co tu dużo mówić książka jest naprawdę dobra. Świetnie napisana - ale akurat umiejętności posługiwania się językiem polskim i kreowania ładnych opowieści witkowski udowadniać nie musiał, bo potwierdza to w każdej książce. Natomiast "Fynf Und Cfancyś" w przeciwieństwie do dwóch poprzednich książek autora "Drwala" nie ucieka do tematów zastępczych. Miało być o kurestwie i jest. Bohaterowie są pełnokrwiści tak bardzo na ile im pozwala teatr i przegięcie gejowskich dziwek.

 

A po odpowiedź na pytanie dlaczego "Fynf Und Cfancyś" jest tak właśnie nazwany odsyłam do książki.

["Fynf Und Cfancyś" Michał Witkowski, Zank Kraków 2015]

MH  

 

 

© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci