Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Przepis na życie

hichal23

Pozdrawiam wszystkie suche drożdżówki z nieistniejącym nadzieniem, pierogi leniwe z żółtym tłuszczem spożywczym, żylaste kebaby i zupki chińskie, które zjadłam przed laty. Makaron z serem, bułkę jarską ze sklepiku szkolnego (ogórek + keczup), mrożoną pizzę, piwo Książ, jajecznicę na oleju. Pozdrawiam też wszystkie podłogi pociągów i zabałaganione cudzymi sprawkami siedzenia samochodów, które zatrzymałam na stopa, zarzygane dworce i przejścia podziemne, w których usiłowałam zbliżyć się do życia, a zbliżałam się jedynie do zapachu moczu, podkładów kolejowych i przetrawionego alkoholu z wielu lat. (str.67)

wiecejnizmozesz

Parakulinarne felietony Dorota Masłowska publikowała przez dwa lata w miesięczniku "Zwierciadło". W tym roku zdecydowała się wydać je w formie książki. I dla tych, którzy nie śledzili na bieżąco tego, co ukazywało się w czasopiśmie ta książka jest na pewno miłym zaskoczeniem. Bowiem jak sugeruje podtytuł "felietony parakulinarne" stricte o gotowaniu jest w książce nie za dużo. 

Każdy felieton ma charakter przepisu kulinarnego, prawie że rodem z książki kucharskiej. Autorka do każdego wpisu robi krótki wstęp, potem podaje potrzebne składniki; i na koniec mówi, co zrobić by owoc naszej pracy był zadowalający. Co w tym - w takim razie - odkrywczego? Ano to, że Masłowska nie podaje przepisów na jedzenie, ale na życie i dobre samopoczucie. 

O wiele ważniejszym - niż przepisy - składnikiem książki jest socjologiczna obserwacja społeczeństwa. Masłowska pisze o podatności Polaków na mody kulinarne - kiedyś fast foody, teraz bary sushi, które w Warszawie powstają na każdym osiedlu, a podawane tam dania bardziej niż rybą smakują swojską kapustą. Autorka "Pawia królowej" wraca także do smaków i doświadczeń z dzieciństwa, kiedy pisze o spędzaniu niedzielnych popołudni, gdy już wiadomo, że weekend się kończy i trzeba iść do szkoły. Pisze także o tym, co w czasie dzieciństwa sprawiało jej największą radość kulinarną.

Jak na pisarkę przystało autorka porusza również problem zubożenia języka polskiego, jako przykład podaje zdrabnianie wszystkiego, co się da. Pisze więc, że jej mama na obiady serwuje: "króliczka", albo "kogucika" z "ziemniaczkami". Co przyczynia się do wegetariańskiego olśnienia, na które Masłowska podaje przepis.

Czytelnik książki "Więcej niż możesz zjeść" ma okazje odbyć poznawcze podróże z Dorotą Masłowską: jedziemy do Ameryki, w której Mister D. zostaje zaskoczona gigantycznymi porcjami jedzenia, które coraz częściej przenoszone są na polski grunt. Potem odwiedzamy Chiny, gdzie Masłowską irytują obecne wszędzie odgłosy jedzenie i plucia. Pisze także o chińskich zupach, i kurczaku w pięciu smakach. Na koniec jedziemy do Słowenii, którą autorka "Wojny polsko-ruskiej" się zachwyciła. 

Lektura najnowszej książki Doroty Masłowskiej jest naprawdę godna polecenia.

["Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne" Dorota Masłowska, Noir Sur Blanc, Warszawa 2015]

MH

 

© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci