Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Idzie miasto

hichal23

Coś się dzieję za lasem. Coś złego – powiedział Kalikst do swych rodziców przy kolacji.

 - Skąd ty synu możesz wiedzieć, co się dzieję za lasem? – odparł pytająco ojciec.

 - Nie wiem, ale tak czuję. Czuję, że tam coś się dzieje.

 

Witalist on ma to samo, co wy. Wy wszyscy. Wszyscy mężczyźni z rodu Bagiennego. Tak samo, jak wy widzi i słyszy więcej, dalej. Ma już 18 lat. – rzekła Brygida do swego męża, gdy syn wyszedł z domu.

 - Ma 18 lat. Ale żeby był taki, jak my wszyscy musi przejść inicjację.

 - Może przeszedł. Bez naszej wiedzy.

 - Lepiej żebyś nie miała racji Brygido.

 

Ale z kim mógł przejść inicjację? W Bagnie mieszka osiem rodzin. W każdej jest dwójka dzieci. Ośmioro ma, jak Kalikst, 18 lat, ośmioro 16, jak Lilianna siostra Kaliksta, córka Witalista i Brygidy. Nie będzie trudno, żeby się tego dowiedzieć. Witalist postanowił, ze musi dociec czy jego syn spał już z kobietą.

 

Znał wszystkich. Zresztą osiem rodzin, 32 osoby. To byli wszyscy, którzy mieszkali w Bagnie. 16 kobiet, 16 mężczyzn. 8 kobiet-matek, 8 kobiet-córek: 3 w wieku Kaliksta i 5 w wieku Lilianny (włączając w to córkę Witalista). Da się sprawdzić – pomyślał Witalist. Ośmiu mężczyzn: Witalist, Saturian, Wirgiliusz, Tytus, Dobrosław, Rajmund, Eustachy, Albin i ośmiu ich synów.

 

Tylu zostało z rodu Bagiennego. Rodu, który od zawsze stworzony był do walki, do wojny. Nie mogli siedzieć z żonami w domu. Gdy wracali z jednej wojny ich nadczułe zmysły wyganiały ich znowu w świat. Na nową wojnę. Ginęli i odnosili rany. Ale w całym wschodnim świecie nie było lepszych w walce. Gdy zostało ich ośmiu, najstarszy z nich - Albin - zdecydował, że właśnie tu w środku lasu, tuż przy bagnach zbudują osadę.

 

Bagienni ludzie przy bagnach założyli Bagno. Ośmiu mężczyzn i osiem kobiet. 18 lat temu zbudowali osiem domów, świątynie, magazyn na żywność (tylko upolowaną lub złowioną), i miejsce do wspólnych spotkań.

 

Przestali chodzić na wojny. Bagno było tak daleko od innych miast, że nic nie czuli i nie widzieli. Spokojnie mieszkali.

 

Do najbliższego miasta było pięć dni marszu przez las – ciemny i zarośnięty – dało się przedrzeć tylko na nogach.

 

Dlatego wszyscy się dziwili, że ostatnio coś zaczęli wyczuwać. Już podczas ostatniego zebrania wspólnoty mężczyźni byli niespokojni. Tylko nikt tego głośno nie powiedział, nikt nie przyznał, że coś czuje, że coś się dzieje.

 

Kalikst – jeszcze nie świadomy wyjątkowości rodu, z którego pochodził – nazwał to, co wszyscy przeczuwali.

 

Następnego dnia wyznaczono zebranie. Trzeba było coś postanowić.

 

 - Nic nam nie grozi. Dajmy sobie z tym spokój. Jesteśmy bezpieczni. Pięć dni marszu przez las, pojedynczo, armia się nie przedostanie, bagna i jeziora – nikt tu nie przyjdzie – przekonywał podczas zgromadzenia Rajmund.

 - To nie jest tak daleko, jak ci się Rajmundzie wydaje. Były wojny w krajach Hugonów, Armanów i Wikilusów i nic nie czuliśmy, a teraz wszyscy wiemy, że coś się dzieje. Zło się zbliża – zawyrokował najstarszy Albin. Musimy postanowić, co robimy.

 - Wyślijmy zwiad – rzucił propozycję Saturian

 - Zanim zwiad wyjdzie, czegoś się dowie i wróci minie przynajmniej 15 dni. Szkoda tego czasu, musimy się przygotowywać do obrony – panikował Tytus.

 - Poślijmy kobiety na zwiad – proponował Saturian

Wszyscy popatrzyli na niego, jak na niedźwiedzia jadącego na rowerze.

 

Następnego dnia rano Lilianna i córka Wirgiliusza Danila wyruszały w ciemny las w co najmniej 15-dniową podróż zwiadowczą. Mężczyźni w tym czasie mieli przygotowywać broń.

 

Pokolenie ojców miało dwa tygodnie na przypomnienie sobie sztuki wojny, a jeszcze musieli nauczyć walczyć synów.

 - Dobrze, że ród Bagienny ma wojnę we krwi – myślał Witalist.

 

Po czterech dniach mężczyźni walczyli już tak samo dobrze, jak osiemnaście lat wcześniej. Młodym jeszcze trochę brakowało, ale Albin twierdził, że jeszcze nie więcej niż trzy-cztery dni treningu.

 

Gdy po kolejnych dwóch dniach Lilianna i Danila stanęły w bramie Bagna wszystkim miecze i tarcze powypadały mężczyznom z rąk.  

 

Jak to? Już? – dziwili się wszyscy. To niemożliwe. Przejść przez las do miasta i wrócić w ciągu sześciu dni – twierdził Albin.

 

Dziewczyny nic nie mówiąc poszły do swych domów. Przez kolejne dni nie odezwały się ani słowem. Wszystkich ogarniał coraz większy strach.

 

Co one tam widziały? Co się stało, że tak szybko wróciły? I dlaczego się nie odzywają? Czemu nic nie mówią? – dziwili się mężczyźni podczas kolejnego zgromadzenia wspólnoty.

 - Rodzie Bagienny, mężczyźni wojny. Nie ma co czekać, jutro rano ruszamy. Musimy sprawdzić, co nam zagraża.

 

Rano ośmiu mężczyzn i ich pięciu starszych synów ruszyło przez las do miasta. Po dwóch dniach trudu drogi las się skończył. To, co zobaczyli sprawiło, że oniemieli.

 

Jak to? Co to ma być? – pytali i patrzyli zaskoczeni.

Ich oczom ukazał się rój ludzi. Kilkudziesięciu mężczyzn wycinało las. Kilkudziesięciu kolejnych ze ściętych już drzew budowało kolejne domy, których było już dużo powyżej pół tysiąca.

 

Albin zostawił w lesie zbroję i broń i ruszył w ten gwar, aby się czegoś dowiedzieć.

 

 - Miasto! Budują miasto! – krzyczał do swych towarzyszy, gdy wracali. Za kilka miesięcy będą u nas. Mamy dwa wyjścia albo włączą nasze Bagno w miasto albo musimy się przenieść.

 - To będzie trudna decyzja. Musimy się dobrze zastanowić, co dalej zrobić – mówił Witalist.

 

Gdy wrócili do Bagna kobiety i młodsi już wszystko wiedzieli. Lilianna i Danila wszystko im powiedziały.

 

 Zwołano zebranie. To były długie obrady. Bagno zostaje i czeka, aby godnie przywitać miasto.

 

MH

 

   



© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci