Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Pani do mnie? cz. 1

hichal23

Pani do mnie? Niemożliwe. No tak, niemożliwe, bo wie pani, mnie tu rzadko odwiedzają. Listonosz albo kurier z paczką książek. A tak to nikt więcej, kiedyś, kiedyś tak. Cały czas tu pełno było. Schodzili się ludzie. Gadało się całe dnie. Ale teraz? Aby listonosz i kurier. Dlatego się dziwię. Ale jak już pani jest to zapraszam, bo chmura idzie, zaczyna padać, a do następnych zabudowań daleko, ja tu na takim odludziu, zmoknie pani.

           

Kawę mam, ciastka też. Wie pani, lubię słodkie - to zawsze jakiś zapas mam. Napijemy się, pogadamy. Bo tak na co dzień to nie mam z kim.

           

Niech pani wchodzi a ja wodę wstawię. Trochę tych książek sprzątnę ze stołu. Bo jak tu sam siedzę to czytam. Wszędzie te książki. Cały pokój, od podłogi do sufitu i po całym domu poroznoszone. Taka pasja. Już od studiów. Bo polonistykę kończyłem. A pani czyta? Bo teraz młodzi to nie czytają. Kiedyś, kiedyś to czytali. Oj dużo czytali. Wszystko co zza granicy przyszło to czytali, a teraz - szkoda gadać.

           

Sam też trochę piszę. Jak to mówią każdy polonista próbuje, myśli, że poeta albo prozaik. A tu nie każdy. Mnie się udało. Jedenaście książek mi opublikowali. Cztery odniosły sukces. Reszta umiarkowanie, ale mogę z nich wyżyć, bo wie pani ja tu dużo nie potrzebuję. Działkę mam to sobie warzywko jakieś wyhoduję, a pieniądze to tylko na książki i gazety, no i na prąd i Internet. Bo ja w tej dziurze Internet mam. Filmy sobie oglądam. I teatr, bo teraz takie ładne strony, gdzie spektakle najlepszych twórców można sobie obejrzeć. Kiedyś tego nie było. Trzeba było samemu jechać do miasta. Jeździło się, oj jeździło. Bo wie pani ja tu to dopiero z dziesięć lat mieszkam, a wcześniej to w mieście. Ale tu cisza, spokój. Pisać można. Wyjdzie jakiś dzik czy sarenka z lasu. Szuka to tu jedzenia. To opisuje te zwierzęce wyprawy po złote żołędzie. Taka inspiracja. Bo pani to pewnie myśli, ze jak ktoś pisarz to od razu natchniony. Że sobie siedzi, coś na niego spadnie, epifanie przeżyje i pisze. A to nie tak. Trzeba pisać, cokolwiek ale pisać. To, co za oknem, to, co w pokoju a temat w końcu sam przyjdzie. Wszyscy tak piszą. Albo gdzieś coś zobaczą, w jakimś filmie, albo u kogoś przeczytają i sami podobnie piszą. Zresztą myśli pani, ze to, co ja tu teraz piszę, to takie moje, z natchnienia? Gdzie tam. Zacząłem to tak, jak taki - wg przyznawanych nagród - najlepszy polski pisarz. Jako jedyny dostał dwa razy najważniejszą w Polsce nagrodę literacką. I właśnie on książkę, która dostała nagrodę tak zaczął. Ten jego traktat rewelacyjny. Może moje też będzie? Chciałby się chciało...

           

Ale według mnie najlepszy jest inny pisarz. Trochę młodszy od tamtego. Nagrodę dostał raz. Za taką książkę o wychodzeniu z nałogu. Rewelacja. Czytała pani? Bo wy teraz, młodzi, to mało czytacie. Ale należy mu się znowu ta nagroda. Należy, jak nikomu innemu.

           

O woda nam się chyba już wygotowała. Zagadałem się. Ale już, proszę jest kawusia i ciacho. O rozpadało się. Leje, jak z cebra. Zmokłaby pani. Mówiłem. Lepiej u mnie przeczekać. To zawsze miło tak  z kimś pogadać.

           

Bo wie pani ja teraz sam mieszkam. Kiedyś, kiedyś nie mieszkałem sam. Miałem żonę. Dziennikarkę. Ale ona tylko reportaż i reportaż. Codziennie od 8 do 19 albo dłużej  w pracy - reportaż, reportaż. Przychodziła do domu i cały wieczór: dzisiaj zrobiłam taki reportaż, jutro muszę zrobić taki reportaż. Reportaż i reportaż. W końcu tak ją nazwałem żona-reportaż. Chciałem mieć dziecko, ale nie, bo wiadomo, reportaż. To jej się zapytałem: ciekawe kto na starość się będzie tobą opiekował - też reportaż? Ale do niej nic nie docierało. No i w końcu powiedziałem jej, że złożyłem reportaż o rozwód. Nawet na rozprawę nie przyszła, bo reportaż. W telewizji pracowała, ale teraz inne czasy, zwolnili ją. I wie pani, co ona teraz robi? Przedszkolanką została. Tak się życie układa. Swoich dzieci nie chciała, a teraz czyimiś się opiekuje. Ale co poradzić, człowiek zawsze mądry po fakcie.

           

I jak kawa, smakuje? Pochwalę się, że kawa to mi akurat wychodzi. Miałem kiedyś znajomego baristę. To mnie trochę nauczył. Dlaczego miałem? Bo z mostu skoczył i się zabił. Na mistrzostwach mu kawa nie wyszła i karierę szlag trafił. To wziął i skoczył. No tak czasem jest, że człowiek cały się czemuś poświęci i w najważniejszym momencie nie wyjdzie. I potem niewiadomo, co robić. Wtedy zawsze najgłupsze rzeczy do głowy przychodzą.  Mnie też? Nie, mi nie. Ja zawsze to wszystko traktowałem z dystansem. Inni się ścigali, do pracy, do kasy. Szli do pracy, a tam cały dzień. [była żona-reportaż] Kierat taki, to nie dla mnie. Ja wolę na spokojnie. Lepiej mniej, ale w zgodzie ze sobą. Książkę na dwa lata i wystarczy. Mnie tu dużo nie potrzeba. Bo wie pani teraz to wszyscy by chcieli wszystko. Idzie taki do pierwszej pracy i chciałby zarabiać, jak dyrektor. Najlepiej pracować mało, zarobić dużo. Mieć samochód, tablet, smartfon i co tam jeszcze? A to trzeba spokojnie, powoli. Przynajmniej się pożyje. A tak szybko, to nic z tego. Połowę życia się przebiegnie, nic się nie zauważy.

           

Kiedyś, kiedyś to się żyło. Był czas na wszystko. Praca była, ale po pracy był czas na spotkania ze znajomymi, był czas na kino, teatr. Teraz jakby doba była krótsza, albo czas szybciej uciekał? Ludzie nie mają na nic czasu. Ja? Ja mam czas. Przecież do pracy nie chodzę. Czytam kiedy chcę. Kiedy chcę też piszę. Chwasty mnie najwidoczniej lubią i mi na działce nie rosną, wiec tam też spokój. Tak proszę pani, ja mam czas. Ale już ludzi nie ma, z którymi ten czas można spędzać. Ano wie pani znajomi pędzili przed siebie, do pracy do kasy, a ja coraz wolniej za nimi. W końcu mi uciekli. To sobie tu zamieszkałem. Tu mam znajomych z książek. Gdy czytam albo piszę. Bo taki napisany bohater to dobry znajomy, może nawet przyjaciel, przecież w książce można mu powiedzieć więcej niż drugiemu człowiekowi.

           

No ale ja tu gadam i gadam. A nawet nie zapytałem, co panią do mnie sprowadza. Zgubiła się pani. No tak tutaj nietrudne. Wybiegła pani z domu i trafiła aż do mnie. Aż stamtąd pani biegła? To daleko przecież. Pokłóciła się z chłopakiem, mężem? Aha z rodzicami. No tak, bywa czasami. Nie wróci pani już do domu? Aż tak to nie wolno. Jakoś się dogadacie z rodzicami. Na pewno. Złość minie to i się wszystko naprawi. Jak pani chce to może u mnie zostać. Jeden pokój jest wolny. Wersalka jest, jest gdzie spać. Jak się pani uspokoi to porozmawia z rodzicami. Niech pani nie płacze, będzie dobrze. Zawsze jest jakieś wyjście.

           

Gdybyście, wy młodzi, czytali książki to połowy kłopotów by wam się udało uniknąć. Bo tam wszystko zapisane. Tyle książek napisano, a każda o jakimś problemie, jakiejś sytuacji życiowej. Zawsze można pomyśleć, co wtedy dzieje się w tej książce. Ale wy za mało czytacie i później byle rozpacz i od razu rozpacz, a wystarczy jeden drobny gest i wszystko będzie,  jak dawniej. Ale może ja już przestanę moralizować.

           

Chce się pani przytulić. No proszę. Nie będę się opierał, chociaż może powinienem, bo wie pani kiedyś, jak jeździłem na wieczorki autorskie też tak chciały się przytulać. Oj przytulały się, przytulały. Aż jedna się tak przytuliła, że potem się odtulić nie mogła. Gdzie zajadę na spotkanie z czytelnikami, ona jest. Już biegnie po autograf. Za każdym razem nowy egzemplarz mojej książki i niech pan napisze dla kochanej. Ale tylko pierwszy raz się tak zgodziłem. Człowiek mądry po fakcie. Listów po 30 miesięcznie pisała. Na ale się to dla niej nie najlepiej skończyło. Zdiagnozowano u niej jakąś psychiczną osobowość fana. Zamknięto ją w szpitalu. A ja przestałem tak często  i tak chętnie. No i już nie było przytulania i dedykacji dla kochanej. Ale, ok, niech będzie, niech się pani przytuli.

           

Na kolanach by pani chciała usiąść? No to się sytuacja rozwija. Że ja taki miły i wyrozumiały, lepszy niż ojciec. Nich pani nie przesadza. Ale proszę niech pani siądzie. Oj dawne czasy się człowiekowi przypominają. Siadały kiedyś, siadały, jak powiadają na Śląsku, gryfne dziouchy. Wygodnie, tak? Bo wie pani moje kolana nie nawykłe, takie kościste. No ale jak wygodnie to wygodnie. Mówi pani, że miło. No to cieszy mnie, że się pani u mnie dobrze czuje. Szybciej pani złość na rodziców przejdzie.

           

Całować by się pani chciała. No wie pani? Kiedyś, kiedyś to się całowało, oj całował. Szczególnie po rozwodzie z żoną-reportażem. Jeszcze człowiek młody był, a te dziewczyny takie ładne. Oj te powieczorki autorskie, już nieoficjalne, z młodymi. No ale, co ja tu będę opowiadał. Działo się kiedyś, działo, ale po tej fance psychopatce trzeba było się opamiętać, bo to wiadomo do czego to może doprowadzić?

           

No ale jak to dal pani takie ważne. Sprawa życia i śmierci. No to się całujmy, chyba jeszcze pamiętam jak to szło.

 

C.d.n.

 

MH

 

© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci