Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Romeo i Julia. Zamach.

hichal23

Opowiem wam historię jak przydarzyła się Karolowi. Historia będzie o tym, jak nasz bohater przeżył, nieumyślnie spowodowany przez rodziców i telewizję, zamach na swoje życie.

 

Na początek jednak kilka słów o Karolu. Jest on na oko około 20letnim chłopakiem. Takim sobie przeciętnym. Ot metr osiemdziesiąt wzrostu, włosy nijakiej długości i nieokreślonego koloru. Raczej typ intelektualisty, najlepiej czujący się pośród książek i mądrych czasopism. Nigdy byście nie podejrzewali go o to, że miewa on okresy w swoim życiu, kiedy nie może się opanować i nałogowo wodzi wzrokiem za tyłkami dziewczyn. Tyle o Karolu. To, co najważniejsze zostało powiedziane. Może dodajmy, że w dniu nieudanego zamachu Karol przeżywał taki właśnie okres.

 

Wracając do historii nieumyślnego zamachu to żeby było śmieszniej wydarzyła się ona w święto Bożego Ciała. W Boże Ciało, jak to w Boże Ciało, trzeba sie wystroić i do kościoła, na procesje. Wiadomo Polak-Katolik, stadność religii pielęgnujący. Poza tym - myślał Karol - jest to jedyna procesja w roku, na którą można pójść i się nie nudzić. Jest to jedyny raz w roku, kiedy ksiądz i organista swoim śpiewem wywołują w człowieku jakieś emocje i nawet babcie próbujące im przeszkadzać nie są w stanie zepsuć nastroju. Dalej Karol chętnie szedł na Boże Ciało bo - jak pisze pewien prozaik z Nowej Huty - zawsze można na ładne tyłki ładnych dziewczyn popatrzeć.

 

"Dookoła tyle pięknych kobiet jest…" nucił Karola wysiadając z samochodu pod kościołem. Podśpiewywał tylko to zdanie z tej piosenki Dżemu, bo o kolejnych - "Ty jedna najpiękniejsza jesteś lecz/ nie dla mnie taka miłość/nie ten sen" - wolał nie myśleć.

 

Msza, jak msza. Myślenie o tym, co za chwilę będzie można zobaczyć skróciło czas oczekiwania do minimum.  Jednak kiedy procesja miała wyruszyć na niebie pojawiły się gęste, czarne chmury. A co gorsze zdecydowanie się ochłodziło i wszystkie dziewczyny nerwowo przekładały płaszcze i kapoty z ręki do ręki, czekając, która pierwsza założy. Jednak potrzeba rewii mody okazała się silniejsza. Płaszcze pozostały w rękach.

 

Tłum wyszedł na ulicę. Karol ruszył i wypatrywał co kształtniejszy tyłek. Spojrzał w lewo. Spojrzał w prawo. Ujrzał trzy piękne siostrzane tyłki. A. J. K. szły obok siebie. Cudowny widok - myślał Karol - a modlitewny śpiew ulatywał mimo uszu.

 

Gdy tak szedł i myślał, co robiłby z jedną z sióstr. Gdy wyobrażał sobie łóżkowe zabawy z A. albo z K. - J. wydawała mu się jeszcze zbyt młoda - nie zauważył zmian na niebie. A parasol pozostał w samochodzie.

 

No tak, Boże? Widzisz i grzmisz - wołał w duchu Karol. Ksiądz od kochanki prosto do ołtarza gna to tak musi się to skończyć. Z każdym krokiem chmury gęstniały. Z każdym wersem pieśni wiatr się zmagał. Ale wszyscy szli dzielnie. Teraz nasz bohater nie myślał już o jędrnym tyłku K. odzianym w obcisłą spódniczkę, ale o tym, żeby się tylko nie rozpadało.

 

No i wymodlił. Procesja doszła do końca. Ksiądz zakończył mszę błogosławieństwem. Ludzie zaczęli się rozjeżdżać do domów. Karol z rodzicami również.

 

Kiedy jedli w domu zupę - padał deszcz. Kiedy jedli drugie - grzmiała burza. Kiedy usiadł przy swoim biurku i czytał w "Tygodniku Powszechnym" polemiki dotyczące medytacji chrześcijańskiej - lał, błyskało i grzmiało.

 

Gdy rozsmakowywał się w zdaniach jednego z artykułów usłyszał wołanie z kuchni, że rodzice piją wino i czy nie napiłby się z nimi? Nie myśląc - alkoholu i seksu się nie odmawia, taką miał dewizę - ruszył do kuchni. Nalał sobie lampkę, usiadł przy stole i dopiero wtedy zauważył, że wpadł w pułapkę. Wino winem, ale wino o 14 w kuchni równało się oglądaniu Familiady. Ale trudno, przeżyję te suchary prowadzącego - myślał Karol, przełykając kolejne porcje wina.

 

I wtedy nadszedł ten wiekopomny moment. Chwila, która mogła - na szczęście taka nie była - zakończyć się tragicznie. Prowadzący familiadę zadał arcytrudne pytanie, decydujące o wejściu do finału. Jego treść brzmiała "wymień biblijną parę". Wtedy głowa jednej z rodzin, około 55letnia pani udziela odpowiedzi, bez zastanowienia wali prosto z mostu, strzela słowami w oko kamery, że są to Romeo i Julia.

 

Tak, tak proszę państwa. Biblijna para to Romeo i Julia. nie Adam i Ewa, nie Józef i Maryja, nie Abraham i Sara, ale właśnie Romeo i Julia. Tak, proszę państwa, oto Szekspir stał się autorem biblijnym.

 

Całe szczęście, ze chwilę wcześniej Karol przełknął ostatni łyk alkoholu, bo byłoby po nim. Najpierw parsknął śmiechem. Śmiał się perliście i wniebogłosy. Później wykrzykiwał inwektywy na temat wiedzy i rozumu tej pani. W końcu, zmęczony śmiechem rzekł: no ręce mnie opadły, jak mówi moja koleżanka z lokalnej telewizji - cycki mnie oklapły.

 

MH

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • ilenka50

    I tak dobrze, że nie Jaś i Małgosia:)))

© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci