Menu

Na regale

szkice i notatki, spiski i zapiski z przeczytanych książek. Głównie z polskiej prozy XX i XXI w.

Od poczęcia przez poród do przymierza z dzieckiem

hichal23

W literaturze polskiej XX i XXI w. często pojawia się motyw ciąży i wychowania dziecka. Jednak zazwyczaj jest to obraz sielankowy. Oto zakochani w sobie postanawiają się pobrać i decydują się na dziecko, które oczywiście szybko się pojawia. Ciąża w tych obrazach przebiega bezproblemowo. Kobieta nie ma żadnych kłopotów i bez zastrzeżeń akceptuje swoje ciało w ciągu dziewięciu ciążowych miesięcy. Poród to czysta przyjemność, a nowonarodzone dziecko jest najpiękniejsze i najsłodsze na świecie.

 

Utopia? W pewnym sensie. Na szczęście literatura dostarcza innych przykładów. Nie tak idealnych. Czasami wręcz brutalnych. Ale jednocześnie chyba zdecydowanie bliższych rzeczywistości.

 

Skupię się na dwóch przykładach, które dzieli prawie 80 lat. Jeden to zbiór opowiadań Marii Kuncewiczowej "Przymierze z dzieckiem" wydany w 1927 roku, drugi to książka-dziennik Manueli Gretkowskiej pt. "Polka" z 2001 r. 

Żeby było zgodnie z tytułem zacznę od autorki "Agenta", bo to Gretkowska opisuje ciążę od początku. Od poczęcia. Bohaterka "Polki" Manuela - można ją utożsamiać z autorką - na wieść o ciąży jest i szczęśliwa i przerażona. Z pewnością tego nie planowała.

To wszystko zmieni, w cudowny sposób, ale… Dziecko? Kiedyś, później, w tak odległej przyszłości, że prawie w innym  wymiarze, nierealnie. Całujemy się, przytulamy ze strachu. Dziecko. Sami jesteśmy przerażonymi dziećmi. (Polka s.32)

Gdy Manuela już się oswoiła z tym, że będzie matką zaczyna opisywać swoje ciało, reakcje organizmu. Zdecydowanie nie jest szczęśliwa z tego, co się z nią dzieje

Moje ciało próbuje wyrzucić z siebie ten zapach zbuka, potrząsa mną i chlusta na chodnik pomarańczowym śniadaniem: sok, dżem. Rzygam na Morze Egejskie i kawiarenkę (…) Nie panuję nad sobą, coś miota ze mnie strumienie wydzielin (…) Płaczę i rzygam, proszę, żeby odszedł, [Piotr, partner Manueli – przyp. M.H.] to wstrętne, upokarzające. Podtrzymuje mi głowę. Zachlapuję nam sandały i sikam. Jestem mokra od góry do dołu (…) Sikam, rzygam i płaczę. Jestem w ciąży, dokładnie. Nie ona we mnie, ale ja w niej. (Polka s.65)

Okrzyknięta - po wydanym w 1994 roku "Kabarecie Metafizycznym" - skandalistką Gretkowska w "Polce" narusza kolejne tabu. Bez pruderii pisze o seksie w czasie ciąży

Seks w ciąży, ha! Coraz wygodniej na stojąco, od tyłu. Kupić kurewsko wysokie szpilki? Pietuszka nie musiałby się zniżać do mojego poziomu. Wchodzenie na stołeczek jest zbyt rozczulająco dziecinne. Stanowczo szpilki, sursum corda i wypięta dupka. (Polka s.134-135)

Dziewięć miesięcy noszenia dziecka w swoim ciele mija szybko. Nadchodzi poród. Gretkowska rozbija  teorie z podręczników i szkół rodzenia

Oddychać. Szkoły rodzenia. Mądre porady. Kiedy nadchodzi skurcz, są tak samo przydatne, jak kurs manikiuru dla kogoś przed amputacją ręki. (Polka s.341)
Bzdurne opowieści o cierpieniu, którego się później nie pamięta, wspaniałych chwilach rodzenia. Nie myślę o dziecku, myślę tylko, jak uciec przed kolejnym ciosem. Ból powoli wraca. Każą mi się wygiąć, wkłuwają znieczulenie w plecy, ręka pod kroplówkę. Igła wbita w kręgosłup jest łaskotką w porównaniu z siła skurczy. (Polka s.343)

Kuncewiczowa, która nie opisuje okresu ciąży głównej bohaterki Teresy, pisze o porodzie, jak o wale, o apokaliptycznej wizji

Tłuszcza oprawców przywarowała w ciszy, by na dane hasło dziesiątkiem zębów szarpać łono i rozedrzeć je na dymiące ochłapy. Wówczas pod skorupą męki zaczął wzbierać krzyk (…) podobno urodziło się dziecko. Teresa już spała. (Przymierze z dzieckiem s.121, korzystam z "Nowele i Bruliony prozatorskie") 

"Polka" na porodzie się kończy, "Przymierze z dzieckiem zaczyna. To urodzona w 1897 roku Kuncewiczowa przedstawia powolny proces dochodzenia matki do miłości do dziecka. Teresa po porodzie nie okazuje pozytywnych uczuć w stosunku do swego syna. Uważa, że mały Jędruś ją zniewala, zmusza do określonych zachowań

Otworzyła się era grubiańskich musów (…) Nie lubiła Teresa wcale małej strzygi o sardonicznie poruszających policzkach. (Przymierze s.122)

Dopiero po pół roku Teresa zrozumiała, że urodzona przez nią istota jest takim samym człowiekiem, jak ona. Miłość do dziecka wzrasta, czy pojawia się wraz z odzyskiwaniem siebie, gdy ciało Teresy wraca do dawnej sprawności, gdy ona sama znów uznaje się za piękną zaczyna obdarzać miłością swe dziecko

Między nią a synem zaczynał się klarować „fair play” gentelmeńskich stosunków – świtało DOBROWOLNE PRZYMIERZE [podkreślenie w oryginale] tak mgliste jeszcze jak sieć kwitnących jabłoni, jednak wieczne jak zapach tejże sieci różanej. (Przymierze s.135)

Po trzech latach wychowywanie Jędrusia nie stanowiło dla Teresy problemu. Dopiero wówczas można było jej uczucie do syna w pełni nazwać miłością.

 

Te dwa przykłady z pewnością nie należą do klasycznego przedstawiania ciąży. Ale też nie są jedyne. Można obok nich wymienić m. in. "Swastykę i dziecko" Wandy Melcer, "Domino. Traktat o macierzyństwie" Anny Nasiłowskiej czy opowiadanie Ingi Iwasiów "Bransoletka 1983" z tomu "Smaki i dotyki". 

 

[Maria Kuncewiczowa, "Przymierze z dzieckiem", Prószyński i S-ka, Warszawa 1999]

[Manuela Gretkowska, "Polka", W.A.B. Warszawa 2001, cena 33,90]

 

MH

© Na regale
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci